Uzależnienie od Facebooka – dlaczego usunięcie się z mediów społecznościowych zwiększyło moją pewność siebie?

 

Ten wpis nie jest o tym, dlaczego warto usunąć się z Internetu, ani o tym że Facebook to zło. Ba! Jeśli ktoś ma silną wolę i potrafi ograniczyć media społecznościowe do sprawdzania w ograniczonych ilościach – brawo i pełen podziw. Ten artykuł jest o  ograniczeniach i konsekwencjach związanych z permanentnymi działaniami w sieci. Poniżej 9 plusów i minusów bycia z dala od sieci. O mediach społecznościowych, możliwościach i ograniczeniach, jakie mi dają i jak “o dziwo” zwiększyły poziom mojej samooceny.

Pytanie kluczowe. Dlaczego odcięcie się od mediów społecznościowych może nas wzmocnić i rozwinąć? Pod koniec roku usunęłam Instagrama, Facebooka (wraz z Messengerem) i Linkedina. Co mi to dało?

  1. Mam więcej czasu na czytanie wartościowych treści na blogach, które lubię, poznaję i sama wyszukuję. Thanks to Google, który dalej skutecznie śledzi moje zainteresowania! W końcu nie jestem mnichem. Dalej posiadam skrzynkę mailową i komórkę. Weryfikuję wszystkie newslettery, które wpadają na mojego maila, traktuję to jako poranną prasówkę. Dodatkowo odkryłam świetną aplikację zastępującą śledzenie kuchni znajomych, która codziennie wrzuca mi streszczenie jednej z książek! O tym w kolejnym artykule. (Zapisz się do newslettera, żeby dostać o nim informację). 
  2. Pojawiam się na spotkaniach, na których chcę być. Do tej pory zaproszenia na wydarzenia ciekawsze lub mniej, często, wpadały z grzeczności. Jednak pomimo tego, że gdzieś pójść nie miałam czasu – wychodziłam, bo trzeba i wypada. „O! Bo będzie Marcin, a przecież nie widziałam go 8 lat” Może skoro tyle się nie widzieliśmy, to znaczy, że ta znajomość przestała być ważna? I tu wracamy do telefonu. Jeśli z kimś chce się skontaktować, dzwonię.
  3. Lajki nie są wyznacznikiem zainteresowania. Promocja i chęć pokazania potrawy dnia w Internetach samej siebie przestała mi przynosić frajdę. 50 lików od osób, których nie widuję, 50 od osób, z którymi nie rozmawiam od 3 lat? Ale jak to? Budziłam się z telefonem w ręku bezwiednie rolując ekran w poszukiwaniu… No właśnie, czego? Znajomych? Bałam się niemiłosiernie, że stracę coś ważnego klikając przycisk „usuń konto” jednak nie minęły dwie minuty (dosłownie!), a dostałam sms-a o treści „Usunęłaś fejsbuki, czy mnie zbanowałaś?” Czyli jednak, jak się chce z kimś rozmawiać – można! Poczucie własnej wartości = level up!
  4. Nie ma cię na fejsbuku – nie istniejesz. Co za ściema. Ile fajnych biznesów i przyjaźni rozwija się poza internetem? Całe mnóstwo. To, że nie wrzucasz zdjęć z hashtagami #kawaprzyjaciółką #coffeheaven, czy innymi pinami nie oznacza, że nie pijesz kawy ze znajomymi.
  5. Pozostałam selfie-maniakiem. Lubię uwieczniać swoje durne miny, tworzyć Boomerangi i wysyłać je znajomym. Jednocześnie będąc największą hipokrytką i użytkowniczką nowych technologii bawię się nieprzeciętnie widząc ludzi robiących zdjęcia kawie w różnych konfiguracjach – z łyżeczką na szklance, z łyżeczką na chusteczce, z logiem kawiarni/bez loga kawiarni! Ba! Sama tak robiłam – tylko po co? I tak tych zdjęć nie przechowuję – i dzięki nieobecności w mediach społecznościowych – nie spamuje tymi „artystycznymi” fotografiami znajomym. 🙂
  6. Odkrycie RSS i podcastów – zawsze wiedziałam, że istnieje coś takiego, jednak nigdy nie miałam czasu się tym inspirować. A jednak! Mnóstwo wiedzy, bez opiniotwórczego postowania pozwala na dyskusję ze znajomymi bez hejtu i rozmów poprzecinanych i hierarchizowanych komentarzami – szczególnie w przypadku sortowania ich względem największej liczby followingów. Zdecydowanie bardziej skuteczny sposób wyrabiania własnego zdania.
  7. Nikt nie sprawdza, kiedy i czy odczytałam wiadomość. Ba! Sama tego nie sprawdzam. Przestało mnie interesować, kiedy ktoś mnie zlewa, kiedy jest, kiedy go nie ma, a może kiedy po prostu pracuje i nie ma czasu. Tak, moje uzależnienie i obsesja nt. ikonek śledzenia była nieprzeciętna. Ikonki tzw.odczytu wzbudzają u różnych osób skrajne emocje – niektórzy mają to w nosie, jednak to zdecydowana mniejszość. Niektórzy „włącznie ze mną” potrafią używać faktu obecności w mediach w ramach argumentu w dyskusji. Po prostu tego nie wiem!
  8. Teraz kwestia oczu. Zgodnie z licznikiem wyświetleń obniżyłam czas patrzenia się w ekran o 3 godziny. 3 godziny * 365 dni w roku = 45 dni zdrowia dla oczu.
  9. Lepszy sen. Nie przejmuję się powiadomieniami w nocy, messengerem, milionem komentarzy pod postem, a co za tym idzie – śpię zdrowo, albo zdrowiej 🙂

Podsumowując. Spotykam się z kim chcę, kiedy chcę. Ograniczam bzdury, memy i hejty. Śpię dłużej i wydajniej, a mój wzrok więcej odpoczywa. Owszem, brakuję mi wielu rzeczy. Między innymi sposobów na promocję bloga, ale dzięki Adwordsom może być to nowe doświadczenie. O promocji w internecie jeszcze będzie.

 

Jestem bardzo ciekawa, jak Wy poruszacie się w mediach społecznościowych, jak organizujecie czas i swoją internetową przestrzeń? Dajcie znać w komentarzach i pomimo tego, że mnie, ani media mix w mediach społecznościowych brak – dzielcie się tym artykułem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *